30 dniowe wyzwanie jogowe – wnioski (część pierwsza)

Jakiś czas temu zakończyłam moje 30-dniowe wyzwanie jogowe. 

Ten miesiąc codziennego stawiania się dla siebie na macie dał mi masę wglądów w to, jak działam, jaki jest mój mindset, co mnie blokowało do systematycznego i regularnego stawiania się do ważnych dla mnie tematów.

W trakcie tych 30 dni bywało różnie. Raz mi się chciało, kiedy indziej ćwiczyłam tylko po to, aby pokazać na relacjach kolejny zaliczony dzień (właśnie tak to wygląda kiedy oficjalnie się do czegoś zobowiązujesz. Czasem główną motywacją jest właśnie wrzucenie storiska), aż w pewnym momencie zaczynają wychodzić blokady i nadchodzi załamanie. 

To jest ten moment kiedy weryfikujesz swoje wysokie oczekiwania (będę ćwiczyć przez godzinę codziennie) i zaczynasz się zastanawiać nad głębszym seansem tego, po co to robisz. To jest moment kiedy albo rezygnujesz, bo zwyczajnie nie jesteś w stanie spełnić swoich (lub czyichś) oczekiwań albo… No właśnie, zaczynasz sobie uświadamiać, co sprawia, że Ci się nie chce, że nie masz motywacji, że jesteś totalnie zmęczona, że czujesz zniechęcenie, że zapomniałaś, nie wyszło, nie realizujesz swoich zamierzeń…

Tu wychodzi takie urocze mindsetowo-coachingowe powiedzenie: 

Jak stawiasz się do jednego, stawiasz się do wszystkiego. 

Dlatego główny wniosek:

Stawiaj się do swoich spraw CODZIENNIE. 
Zwłaszcza na początku Twojej drogi.

I kolejna wskazówko-rada, zasłyszana gdzieś, kiedyś…
Jeśli nie możesz biec, idź. Jeśli nie możesz iść, drepcz.
Jeśli nie możesz dreptać, czołgaj się.
Ale nigdy się nie zatrzymuj. 
KEEP GOING.
Przesuń się choćby o milimetr, nawet jeśli dla Ciebie w tym momencie to jest 100%.
Tylko tak dojdziesz tam, gdzie chcesz.
Nie ma opcji, abyś tam dotarła jeśli zrezygnujesz.

Kolejne wnioski w następnym poście 🙂

Kasia Mianowska

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Shopping Cart