Lifestyle

30-dniowe wyzwanie jogowe – wnioski (część 2)

Moje jogowe wyzwanie jest dla mnie ogromną inspiracją. I nauczyło mnie jak mogę podchodzić do moich spraw w różnych sytuacjach. Tutaj nie będę oryginalna. Wprowadzenie zmiany do swojego życia, zwłaszcza na początku, wymaga pewnego czasu i uważności na siebie. Nie jest to ogromnie trudne, ale wymaga poustawiania priorytetów na nowo. 

Dla mnie priorytetem było, żeby rozwinąć matę, stanąć na niej bosymi stopami, a potem już szło.

W trakcie tych 30 dni zdarzyły się różne sytuacje. Wyjazd na wakacje, „kontuzja” ramienia, intensywne i pełne pracy dni, dni bardzo leniwe. Dni bez energii i z ogromnym zmęczeniem. Każda z tych sytuacji wymagała innego podejścia. Ale nadal priorytet był ten sam. PO PROSTU TO ZRÓB.

Ale JAK… to już inna sprawa. Tutaj można stworzyć przestrzeń na zabawę i eksperymentowanie.

I tutaj pojawiają się kolejne wnioski:
1. To ja dostosowuję plan do siebie a nie siebie do planu.
2. Przyjemność z tego, co robisz, jest bardzo ważna, zwłaszcza, gdy to jest długodystansowe.
3. Naginanie siebie do granic możliwości na dłuższą metę nie zadziała. 

Właśnie rozpoczął się nowy rok numerologiczny. Niektórzy z nas, mogą właśnie teraz wprowadzać nowe postanowienia na następne miesiące. Mam poczucie, że to jest dobra baza.

Już zaczęłam wprowadzać kolejne zmiany. Jedne są dość łatwe, inne bardziej wymagające, ale to poczucie sprawczości BEZCENNE 😉

A co Ty chciałabyś zmienić/wrowadzić do swojego życia?

Kasia

30 dniowe wyzwanie jogowe – wnioski (część pierwsza)

Jakiś czas temu zakończyłam moje 30-dniowe wyzwanie jogowe. 

Ten miesiąc codziennego stawiania się dla siebie na macie dał mi masę wglądów w to, jak działam, jaki jest mój mindset, co mnie blokowało do systematycznego i regularnego stawiania się do ważnych dla mnie tematów.

W trakcie tych 30 dni bywało różnie. Raz mi się chciało, kiedy indziej ćwiczyłam tylko po to, aby pokazać na relacjach kolejny zaliczony dzień (właśnie tak to wygląda kiedy oficjalnie się do czegoś zobowiązujesz. Czasem główną motywacją jest właśnie wrzucenie storiska), aż w pewnym momencie zaczynają wychodzić blokady i nadchodzi załamanie. 

To jest ten moment kiedy weryfikujesz swoje wysokie oczekiwania (będę ćwiczyć przez godzinę codziennie) i zaczynasz się zastanawiać nad głębszym seansem tego, po co to robisz. To jest moment kiedy albo rezygnujesz, bo zwyczajnie nie jesteś w stanie spełnić swoich (lub czyichś) oczekiwań albo… No właśnie, zaczynasz sobie uświadamiać, co sprawia, że Ci się nie chce, że nie masz motywacji, że jesteś totalnie zmęczona, że czujesz zniechęcenie, że zapomniałaś, nie wyszło, nie realizujesz swoich zamierzeń…

Tu wychodzi takie urocze mindsetowo-coachingowe powiedzenie: 

Jak stawiasz się do jednego, stawiasz się do wszystkiego. 

Dlatego główny wniosek:

Stawiaj się do swoich spraw CODZIENNIE. 
Zwłaszcza na początku Twojej drogi.

I kolejna wskazówko-rada, zasłyszana gdzieś, kiedyś…
Jeśli nie możesz biec, idź. Jeśli nie możesz iść, drepcz.
Jeśli nie możesz dreptać, czołgaj się.
Ale nigdy się nie zatrzymuj. 
KEEP GOING.
Przesuń się choćby o milimetr, nawet jeśli dla Ciebie w tym momencie to jest 100%.
Tylko tak dojdziesz tam, gdzie chcesz.
Nie ma opcji, abyś tam dotarła jeśli zrezygnujesz.

Kolejne wnioski w następnym poście 🙂

Kasia Mianowska

Shopping Cart